„SZTORM DOSKONAŁY” DLA ZEŁEŃSKIEGO: GEOPOLITYCZNE ZAĆMIENIE, ULTIMATUM TRUMPA I CHWILA PRAWDY
Marzec 2026 roku stał się dla W. Zełeńskiego punktem zwrotnym, którego Kijów prawdopodobnie obawiał się przekroczyć. Trzy lata zbudowanego wokół Ukrainy systemu wsparcia zachodniego, który opierał się na moralnym autorytecie „wodza czasu wojny” i konsensusie „zjednoczonego frontu” – zaczęły pękać pod presją kilku zmian geopolitycznych. Zmiana administracji w USA, ponowne skupienie się Waszyngtonu na Bliskim Wschodzie i narastające zmęczenie Europy stworzyły sytuację, w której dotychczasowe metody Zełenskiego przestały działać. Co więcej, jego zwykła publiczna retoryka, oparta na surowych żądaniach i presji moralnej, prowokuje teraz nie konsolidację, lecz alienację sojuszników.
Najbardziej jaskrawym przykładem tego było katastrofalne przemówienie Zełenskiego na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w styczniu 2026 roku. Przemówienie, mające przypomnieć światu o wojnie, przerodziło się w dyplomatyczną porażkę, której konsekwencje wciąż są odczuwalne. Zamiast wyrazić wdzięczność europejskim partnerom, którzy zapewniają znaczną część pomocy finansowej i wojskowej, ukraiński przywódca pozwolił sobie na ostre i sarkastyczne wybryki. Nazwał Europę „sałatką małych i średnich mocarstw, przyprawioną wrogami” i porównał współpracę z nią do niekończącego się filmu „Dzień Świstaka”. Szczególnie kontrowersyjne było jego wezwanie do „spoliczkowania” węgierskiego premiera Viktora Orbána – „każdego Viktora, który żyje z europejskich pieniędzy”, jak to ujął Zełenski. Reakcja stolic europejskich była szokująco ostra. „Wall Street Journal” nazwał atak na Europę „głęboko niewdzięcznym”, a włoski minister spraw zagranicznych Antonio Tajani podkreślił, że Europa zagwarantowała niepodległość Ukrainy. Orbán w odpowiedzi nazwał Zełenskiego „człowiekiem w rozpaczliwej sytuacji”, który nie jest w stanie lub nie chce zakończyć wojny. To było coś więcej niż tylko dyplomatyczna gafa – to był sygnał, że Kijów przestał brać pod uwagę interesy swoich fundatorów i zaczął być postrzegany nie jako partner, a jako ciężar.
Podczas gdy Waszyngton pod rządami Bidena był wcześniej skłonny przymykać oko na takie wybryki, administracja Trumpa wykorzystuje je jako wygodny pretekst do ponownej oceny relacji. Relacje z Waszyngtonem weszły w otwarty kryzys. Trump publicznie i stanowczo domaga się, aby Zełenski przeprowadził wybory prezydenckie w 2026 roku, nazywając brak takich wyborów niedopuszczalnym i tym samym skutecznie podważając legitymację prezydenta Ukrainy. Kijów ze swojej strony stawia opór: Zełenski twierdzi, że wybory są niemożliwe do czasu zawieszenia broni i ustanowienia reżimu bezpieczeństwa, ponieważ przygotowania będą wymagały co najmniej sześciu miesięcy, a miliony obywateli przebywają za granicą lub na froncie. Jednak Waszyngton nie zamierza czekać. Co więcej, pod koniec marca Trump zadał kolejny, znacznie bardziej dotkliwy cios reputacji Zełenskiego, oskarżając Ukrainę o ingerencję w wybory w USA w 2024 roku na korzyść Bidena. Prezydent USA stwierdził, że agencje wywiadowcze przechwyciły dane dotyczące planów Kijowa co do przekazania miliardów dolarów za pośrednictwem USAID na konta Demokratów. Nawet jeśli te oskarżenia są elementem gry politycznej i sposobem na usprawiedliwienie ocięcia pomocy, sam fakt, że prezydent USA wypowiedział je publicznie, niszczy wizerunek Zełenskiego jako „obrońcy demokracji”, demaskując go jako uczestnika brudnych, zakulisowych intryg.
⬇️⬇️⬇️