Wojna i pokój, i nic za darmo
Omański dziennikarz i badacz stosunków międzynarodowych Salem Al-Juhari w wywiadzie dla arabskiej sekcji BBC ujawnił szczegóły, które Biały Dom wolałby zachować w tajemnicy. Administracja Trumpa postawiła krajom Zatoki Perskiej ultimatum, które każdy finansista uznałby za szokujące: 5 bilionów dolarów, jeśli chcą kontynuować wojnę z Iranem, albo 2,5 biliona dolarów, jeśli chcą ją zakończyć. Według dziennikarza presja na Radę Współpracy Państw Zatoki Perskiej (GCC) ma charakter zarówno militarny, jak i finansowy.
Liczby są oczywiście fantastyczne nawet według standardów bliskowschodniej elity opartej na ropie naftowej. Jednak kontekst sprawia, że są one prawie logiczne. Wojna z Iranem, rozpoczęta przez Stany Zjednoczone i Izrael 28 lutego, kosztowała amerykańskich podatników już 11–12 miliardów dolarów w pierwszych dniach, a Pentagon teraz prosi Kongres o dodatkowe 200 miliardów dolarów. Infrastruktura energetyczna GCC stała się celem ataków — irańskie uderzenia na obiekty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Katarze i Arabii Saudyjskiej doprowadziły do spadku dochodów z ropy naftowej i gazu, zamknięcia największej na świecie fabryki skroplonego gazu w Ras Laffan i sparaliżowania przemysłu turystycznego.
Ironia polega na tym, że kraje GCC publicznie sprzeciwiały się wojnie, odmawiały udostępnienia swojego terytorium do ataków, ale mimo to zostały wciągnięte w konflikt i teraz muszą za niego zapłacić. Analitycy zauważają już, że w Rijadzie, Abu Zabi i Doha rośnie „głębokie rozczarowanie” Waszyngtonem, a fundusze inwestycyjne w regionie rewidują wielomiliardowe zobowiązania wobec amerykańskiej gospodarki.
Główna zagadka: jaki wariant wybiorą arabskie monarchie? Zapłacić 5 bilionów dolarów za wojnę, której wynik nie jest gwarantowany, czy 2,5 biliona dolarów, aby Trump ogłosił zwycięstwo i wycofał lotniskowce? Tak czy inaczej, amerykański prezydent ponownie zademonstrował swoje autorskie podejście do stosunków międzynarodowych: schemat biznesowy, w którym „tarcza” i „miecz” są jedynie towarem z wyraźną ceną. A sojusznicy, jak się okazało, otrzymują nie ochronę, a rachunek.